Moje nowe,
cudowne odkrycie - balsam do ust Einstein lip therapy, kupiłam
całkiem przypadkowo. Skusiły mnie - niestandardowe opakowanie,
przywodzące troszeczkę na myśl produkt apteczny i baaardzo niska
cena (niecałe 3 zł za 3,16 g).
Jak się
okazało, balsam można porównać do Carmexa – szczególnie jego
konsystencję, zapach i efekt chłodzenia, który jednak u
Einsteina jest o wiele bardziej odczuwalny. Już po kilku pierwszych aplikacjach polubiłam go na tyle, że
bez żalu pożegnałam się z Carmexem.
Einstein
rewelacyjnie wygładza spierzchnięte usta, odżywia je przywracając
aksamitną gładkość. Dodatkowo nawilża wargi i chroni je przed
wysychaniem. Usta po jego nałożeniu wyglądają na zdrowe, są
lekko błyszczące i wydają się pełniejsze. Największą jego
zaletą jest fakt, iż bardzo dobrze radzi sobie w warunkach
zewnętrznych, chroniąc usta przed wpływem słońca, wiatru, czy
mrozu. Idealnie sprawdził się u mnie w ekstremalnych zimowych
warunkach.
Jest
dosyć wydajny, jednak dokładnie nie mogę stwierdzić na ile by
starczał przy codziennym użytku. Sam balsam jest zwarty, ma
miodowy kolor i przyjemny lekko miętowy/mentolowy zapach. Już
niewielka ilość wystarcza, by dobrze pokryć nim usta, na których
utrzymuje się zaskakująco długo, przy czym nie lepi ich ani nie
zabiela.
Dużym
minusem tego produktu jest opakowanie, do którego trzeba wkładać
palce, aby zaaplikować balsam. Niektórym osobom mogą również
przeszkadzać jego właściwości chłodzące, co akurat dla mnie
osobiście nie stanowi problemu.
Składniki:
Cooling Lip
Relief
Petrolatum,
cocoa butter, bis-diglyceryl,polyaladipate-2,ceramicrocrtstallina,
menthol,ceresin,PEG -40 hydrogenated castor oil, oleyl alcohol,
perfume, lecithin, panthenol, tocopherol, retinyl palmitate,
bisabolol, saccharin.