Home

01 maja 2014

Einstein lip therapy

Moje nowe, cudowne odkrycie - balsam do ust Einstein lip therapy, kupiłam całkiem przypadkowo. Skusiły mnie - niestandardowe opakowanie, przywodzące troszeczkę na myśl produkt apteczny i baaardzo niska cena (niecałe 3 zł za 3,16 g).


  
Jak się okazało, balsam można porównać do Carmexa – szczególnie jego konsystencję, zapach i efekt chłodzenia, który jednak u Einsteina jest o wiele bardziej odczuwalny. Już po kilku pierwszych aplikacjach polubiłam go na tyle, że bez żalu pożegnałam się z Carmexem.
Einstein rewelacyjnie wygładza spierzchnięte usta, odżywia je przywracając aksamitną gładkość. Dodatkowo nawilża wargi i chroni je przed wysychaniem. Usta po jego nałożeniu wyglądają na zdrowe, są lekko błyszczące i wydają się pełniejsze. Największą jego zaletą jest fakt, iż bardzo dobrze radzi sobie w warunkach zewnętrznych, chroniąc usta przed wpływem słońca, wiatru, czy mrozu. Idealnie sprawdził się u mnie w ekstremalnych zimowych warunkach.

Jest dosyć wydajny, jednak dokładnie nie mogę stwierdzić na ile by starczał przy codziennym użytku. Sam balsam jest zwarty, ma miodowy kolor i przyjemny lekko miętowy/mentolowy zapach. Już niewielka ilość wystarcza, by dobrze pokryć nim usta, na których utrzymuje się zaskakująco długo, przy czym nie lepi ich ani nie zabiela.

Dużym minusem tego produktu jest opakowanie, do którego trzeba wkładać palce, aby zaaplikować balsam. Niektórym osobom mogą również przeszkadzać jego właściwości chłodzące, co akurat dla mnie osobiście nie stanowi problemu.


Składniki:
Cooling Lip Relief
Petrolatum, cocoa butter, bis-diglyceryl,polyaladipate-2,ceramicrocrtstallina, menthol,ceresin,PEG -40 hydrogenated castor oil, oleyl  alcohol, perfume, lecithin, panthenol, tocopherol, retinyl palmitate, bisabolol, saccharin.